
Ostro jak brzytwa, czyli rzecz o książkach: Lu i Lei. Prehistoryczna przygoda – Stefan Dziekoński
2026-01-20
Aleksandra Perycz-Szczepańska: Atelier Oniryczki (nr 12) – Ostatni śnieg
2026-01-20Marta Moldovan-Cywińska: Prolegomena do wybaczania

Po latach szukają ze mną kontaktu Osoby, dla których moje działania, brak przywiązania do rzeczy materialnych, sposób metaforyzowania rzeczywistości był niezrozumiały, a czasem wręcz śmieszny czy karygodny. Wybaczanie to proces, a nie jednorazowa decyzja. Ich postępowanie wobec mnie też było procesem – czasem wieloletnim, opartym na przemyślanych działaniach oraz wypowiedziach ( a swoją drogą nigdy nie sądziłam, że szyderstwo może być zjawiskiem tak złożonym i otwierać w sprawcy potrzebę złożonych, długofalowych metod działania. Zatem mamy do czynienia z niespodziewaną konfrontacją dwóch nierównoległych procesów. Skoro wykładnią wybaczania jest świadomym uwolnienie się od gniewu oraz potrzeby odwetu, nawet wówczas, gdy doznana krzywda była szczególnie dotkliwa, to jak skonfrontować się ze sprawcą, który nigdy nie okazał i nie dążył nawet do okazania skruchy?
Nadmieńmy, że poszukiwanie kontaktu ma na cel „ogrzanie się w cieple drugiej osoby”, a nie – refleksję nad własnym postępowaniem. Ten czy ów psycholog przypomni mi zaraz to, co przecież jest ewidentne: wybaczenie nie oznacza usprawiedliwiania czyjegoś zachowania ani obrócenia w niepamięć zła. „Wybaczenie to zapach, zostawiony na bucie przez fiołek który go zdeptał ” - jak widać lepiej to ujął Mark Twain. Może dlatego nie przyjmuję bukietów fiołków. Zapach utrzymuje się przez lata. Psycholog społeczny powiedziałby: wybaczanie służyć ma redukcji zachowań odwetowych, poprawie dobrostanu psychicznego, ale – uwaga! - ale tylko wtedy, gdy nie dochodzi do ponownej wiktymizacji. Pomyśleć, że kiedyś pasjonowała mnie wiktymologia i zaczytywałam się dawno temu podręcznikami do prawa karnego! Neuropsycholog będzie zamęczał opowiastką o obniżeniu reaktywności ciała migdałowatego, spadku poziomu chronicznego stresu, wzroście regulacji emocji przez korę przedczołową. Nie zmienia to faktu, że Osoby piszą, piszą nie ukrywając, że chodzi im o profity, nie o skruchę za wyrządzone krzywdy czy zmianę zachowania na przestrzeni czasu. Może też ta nagła forma nawiązania kontaktu wynikać z nieuświadomionych wyrzutów sumienia, ale droga do uświadomienia jest jeszcze przez Osobami długa.
A swoją drogą prolegomena to zbiór wstępnych założeń nie stanowiących jeszcze stanowią one jeszcze zasadniczego wywodu ani empirycznego rozstrzygnięcia problemu. Ot, zbite z kilku deszczułek ramy interpretacyjne. Filozof obsztorcuje mnie za niefrasobliwość, bo nie uwzględniam tu jej funkcji porządkującej, eliminującej wieloznaczność jeszcze przed rozpoczęciem analizy. Na szczęście filozofia jest moja pasją, a nie – zadęciem naukowym, więc wstępne założenia aksjologiczne mogą ukrywać się pod maską niefrasobliwości. Prolegomena mają tą cudowną właściwość, że sytuują się między językiem potocznym a teorią właściwą: nie są wszakże konkluzywne. Heurestyki poznawcze w myśl których udzie często automatycznie przypisują cechy lub pochodzenie na podstawie wyglądu, akcentu, nazwiska czy zachowań to jednogroszowa moneta. Albo jak w przypadku pewnego lokalnego poety, który stawał na głowie, by zniechęcić mnie do pisania w języku francuskim, bo kto „tu po francusku będzie to czytał”? „Tu” po francusku nie czytał TEGO nikt, ale w krajach frankofońskich i owszem. W krajach Ameryki Południowej i owszem też. Kartce papieru z fobią Mallarmégo urosły skrzydła i „Ruchomy zamek Hauru” bis ruszył na podbój świata-który-jest.
Marta Moldovan-Cywińska
Fot. Pixabay




